Najlepsze seriale XXI wieku

Ostatnie lata. Amerykański seriale, które śledzimy już w miarę na bieżąco, bawimy się, wzruszamy, przejmujemy. Oto – kontynuując nasz cykl – przegląd najlepszych seriali tego tysiąclecia.

Ostatnie lata. Amerykański seriale, które śledzimy już w miarę na bieżąco, bawimy się, wzruszamy, przejmujemy. Oto – kontynuując nasz cykl – przegląd najlepszych seriali tego tysiąclecia.

Kamil Śmiałkowski
Kamil Śmiałkowski

Wspominaliśmy już seriale z lat 80, 90 – pora na kolejną dekadę. Chociaż nie, zmieńmy trochę zasady. Spójrzmy na najlepsze seriale, które w większości przypadły już na XXI wiek i przy tym też już się zakończyły. Wiemy więc co o nich myśleć od początku do końca i czy w sumie warto. Tym razem wybór jest najcięższy, bo przecież dobrych seriali przybywa i przybywa. Oto te najlepsze (sitcomy tradycyjnie za tydzień):

"Gwiezdne wrota"
(1997-2007)

Oczywiście nie można zacząć inaczej. Serial, który przez dekadę rządził wyobraźnią tłumów fanów telewizyjnej fantastyki, świetnie bawił się motywami zarówno sf jak i rozmaitych mitologii, doczekał kilku kontynuacji (i pełnometrażowych filmów telewizyjnych i serialowych spin-offów) i wreszcie – dla nas to też ważne – leży gdzieś u podstaw stworzenia tego serwisu. Po prostu wielki kawał telewizyjnej historii. No kto by się spodziewał, że tyle wyrośnie z wyobraźni Rolanda Emmericha.

"Rodzina Soprano"
(1999-2007)

To chyba oficjalny początek nowoczesnych seriali telewizyjnych. Wielki fenomen i wielki sukces HBO. Od tej opowieści o prowincjonalnym mafiozie i jego dwóch rodzinach wszyscy zaczęli mówić o tym, że serial może przerosnąć kino i że przede wszystkim należy ich szukać na HBO.

"Prezydencki poker"
(1999-2006)

Kultowa produkcja Aarona Sorkina. Oto siedem sezonów opowieści o ciężkiej pracy ekipy prezydenta USA. Serial o tym, że politykę można prowadzić etycznie, sensownie i z godnością. Wiem, to trochę sf, ale ogląda się świetnie. I być może głosy, że to ten serial w dużej mierze utorował Barackowi Obamie drogę do Białego Domu, wcale nie są taką przesadą...

"24 godziny"
(2001-2010)

Świetny przykład jak ważna jest i forma i treść. Oryginalna, odważna forma – każdy odcinek opowiada o kolejnej godzinie z tej samej doby i świetne wstrzelenie się z treścią – przygody agenta Bauera walczącego z różnej maści terrorystami trafiły do ramówki raptem kilka tygodni po ataku na WTC.

"Sześć stóp pod ziemią"
(2001-2005)

To już dekada mija od zakończenia tego serialu, a ja uważam, że lepszego serialu obyczajowego już potem nie nakręcono. Wcześniej też nie. Dom pogrzebowy Fisher to miejsce, gdzie zbiegają się dziesiątki opowieści, a rodzina, która go prowadzi jest fascynująca, choć niekoniecznie sympatyczna. Jeśli nigdy nie natrafiliście na tę fabułę stworzoną przez Alana Balla – to zdecydowanie macie serialowe braki.

"Kompania braci"
(2001)

Jedyny w tym zestawieniu miniserial, ale chyba ten najważniejszy w rozwoju telewizji. Takie rzeczy dzieją się gdy połączą siły HBO i Steven Spielberg. To oparta na faktach opowieść o zachodnim froncie w ostatnim okresie II Wojny Światowej. Wojna bez upiększeń, bez wielkiego patosu, bez pojedynczych bohaterów – wielki zbiorowy wysiłek w lepszej sprawie. Ta produkcja chyba nigdy nie straci na mocy przekazu i jakości.

"Prawo ulicy"
(2002-2008)

Seriale policyjne to jeden z żelaznych punktów ramówki. Powstają na całym świecie, a w USA zwłaszcza. Ale i tu mało kto mógł sobie pozwolić na pełną szczerość, moc i pokazanie skomplikowanych niuansów życia w wielkim mieście – mieszaniny prawa, polityki, gdzie są ich granice i jak łatwo je przekraczać. I tu też HBO pokazało innym jak to się robi. I do dziś nikt chyba im nie dorównał.

"Świat gliniarzy"
(2002-2008)

I równocześnie produkowany drugi serial policyjny. Nieomal równie ważny i dobry. Trochę na podobny temat po koncentrujący się na balansowaniu na cienkiej granicy uczciwości. I konsekwencjach stracenia równowagi podczas takiego balansowania. A przede wszystkim czy wspólnie służyć w policji mogą ludzie, którzy tę uczciwość postrzegają trochę inaczej.

"Gotowe na wszystko"
(2004-2012)

Wzorcowy serial żeński ostatniej dekady. To znaczy taki, którego kobiety były głównymi bohaterkami i widzami. Acz śmy też podpatrywali, bo trzeba przyznać, że działo się tam dużo i fajnie. Nie, żeby w historii czterech przyjaciółek z amerykańskich przedmieść było cokolwiek, czego nie widzielibyśmy wcześniej, ale tempo i umiejętność piętrzenia fabuły były w tej produkcji godne podziwu.

"Dr House"
(2004-2012)

Pierwszy serial z antybohaterem, który zdobył naprawdę wielką popularność. Wychodząc z tradycji Sherlocka Holmesa powstała opowieść o lekarzu, dla którego walka z chorobą była znacznie ważniejsza od samych pacjentów. A zwłaszcza od tego, co pacjenci (i inni ludzie) o nim myślą. Hugh Laurie – kolejny genialny Anglik w amerykańskiej popkulturze sprawił, że nienawidziliśmy go kochać. I co tydzień siadaliśmy przed telewizor. A jak nam podskoczył poziom wiedzy medycznej (zwłaszcza znajomość słowa „toczeń”)...

"Lost – Zagubieni"
(2004-2010)

To jeden z tych seriali, które rozpoczęły się w sposób wielki (oto grupa współczesnych rozbitków na bezludnej wyspie. I mnóstwo tajemnic (u każdego z nich i na samej wyspie). I świetne porcjowanie nam tych tajemnic i kolejne piętra tajemnicy. I... no właśnie. Gdy tych pięter robi się zbyt wiele cała budowla może się wywalić. Dla wielu końcówka tego serialu była już niestety taką przewróconą budowlą. To nie pierwszy i nie ostatni serial, którego puenta nie zadowoliła wielu, ale nie zmienia to faktu, że musiał się znaleźć w tym zestawieniu.

"Weronika Mars"
(2004-2007)

A to przedstawiciel seriali młodzieżowych na naszej liście. Serial o nastoletniej detektywce granej przez Kristen Bell świetnie bawił się schematami popkultury i zdobył status produkcji kultowej. Niestety nie zdobył szerokiej rzeszy fanów – to jedna z najkrócej emitowanych tytułów na tej liście. Jak się po latach okazało fanów może nie było wielu, ale byli wierni – w zeszłym roku powstała kinowa kontynuacja, na którą sami się złożyli.

"Battlestar Galactica"
(2004-2009)

Najlepsze co nam się przydarzyło w tym stuleciu w telewizyjnej fantastyce. Nowa wersja klasycznego serialu, której twórcy potrafili zarówno bawić się tradycją, jak i nowocześnie zaskakiwać, straszyć i zachwycać. Oto ocalałe resztki ludzkości w walce ze złą cywilizacją robotów, których nie sposób często odróżnić od nas samych. Patos i paranoja, kosmiczne strzelanki i polityczne przewroty. Kawał świetnej serialowej roboty.

"Trawka"
(2005-2012)

Tam, gdzie kończyła się obyczajowa odwaga twórców „Gotowych na wszystko” zaczyna się serial „Trawka”. Oto takie same przedmieścia, takie same gospodyni domowe, tylko jedna z nich zaczyna sobie dorabiać sprzedając trawkę. A to droga z której trudno zawrócić... Oglądając ten serial nie raz się roześmiejecie, ale zdecydowanie nie pasuje on do sitcomów, więc znalazł się na dzisiejszej liście. Bo na którejś znaleźć się z pewnością powinien.

"Rzym"
(2005-2007)

Pierwszy wielki serial telewizyjny HBO, który był polem do nauki dla stacji telewizyjnej i przez jej brak doświadczenia doczekał się zaledwie 2 sezonów. Oto przykład niezwykłego serialu historycznego, którego budżet sięgający ponad 100 mln dolarów na sezon, sprawił, że przez to też trzeba było go zakończyć. Pod względem jakości, popularności i oglądalności serial nie miał sobie równych. To właśnie "Rzym" utorował drogę dla "Gry o tron", gdzie HBO nauczone doświadczeniem metody prób i błędów, w końcu zrealizowało serial, który kosztował dużo i jeszcze więcej zarobił. (Adam Siennica: To mój odrębny głos, gdyż ten serial po prostu musi się tutaj znaleźć).

"Dexter"
(2006-2013)

Ależ to było super na początku. Seryjny morderca, który zabija tylko innych złych ludzi. Fajna literacka podstawa, litry krwi na ekranie, dobrze pokazana totalna aspołeczność bohatera. Słowem – serial, który zachwyca i wbija się w pamięć na długo. Jak to możliwe, że pod koniec zamienił się on we własną autoparodię? Tego nie wie nikt, ale i tak na hasło „Dexter” wielu do dziś ma dreszcze...

"Californication"
(2007-2014)

Wyluzowany pisarz i erotoman. Oto jeden z idealnych bohaterów XXI-wiecznego serialu. Panowie zazdrościli, panie zerkały z sympatią na opowieść o Hanku Moodym, a ten na zmianę odzyskiwał i na nowo tracił względy swej ex-żony bo rzadko potrafił się powstrzymać. Taki charakter. Kto by się spodziewał, że David Duchowny natrafi jeszcze na rolę, która zdejmie z niego łatkę agenta Muldera?

"Czysta krew"
(2008-2014)

I znowu serial, który zaczął się jako coś wybitnego, a skończył w sposób nieomal żenujący. Ale ten początek całkowicie usprawiedliwia jego obecność na tej liście. Oto zupełnie na nowo mroczniej, seksowniej i bez jakichkolwiek zahamowań obserwujemy świat pełen pięknych wampirów. Początkowo wyglądało na to, że z ciut żenującego literackiego paranormalnego harlequina HBO stworzyło serialowe dzieło sztuki. Niestety z czasem serial wrócił do poziomu swego książkowego pierwowzoru - „Zmierzchu” od lat 18.

"Breaking Bad"
(2008-2013)

Serial, który dla wielu jest najwybitniejszym dziełem tego gatunku. Dlaczego? Bo nie przypochlebia się widzom, opowiada po swojemu mądrą, smutną i długą opowieść o upadku. To jak biblijna przypowieść. Ma swój rytm, swoje zwroty akcji, swój klimat, twórcy robią swoje, pokazując nam nas w krzywym zwierciadle i nie cofając się (jak wielu ich kolegów) w pół kroku. Ot, był sobie nauczyciel chemii, któremu nic się nie układało...

"Synowie Anarchii"
(2008-2014)

I znowu wymieszanie dobra ze złem, antybohaterowie, postacie tragiczne, a czasem zabawne do bólu. Opowieść o lokalnym gangu motocyklowym jest w wielu kręgach produkcją kultową. I trzeba przyznać, że od początku do końca trzyma wysoki poziom.

"Zakazane imperium"
(2010-2014)

I jeszcze jeden świetny serial historyczny z HBO. I wreszcie docenienie potencjału wielkiego Steve'a Buscemiego, który przez dekady głównie robił drugi plan w rozmaitych filmach, a jest przecież aktorem wielkiej klasy. I świetnie się sprawdził, jako gangster z czasów prohibicji, przed którym drżeli nie tylko zwykli ludzie, ale także policjanci, politycy czy inni przestępcy.

"Spartacus: Krew i piach"
(2010-2013)

Serial historyczny, w którym to nie historia jest najważniejsza. Liczą się przede wszystich brutalne sceny pełne walki i równie atrakcyjnie pokazane sceny seksu. Reszta jest dodatkiem. I okazało się, że tak skonstruowana opowieść również świetnie się ogląda, ma mnóstwo fanów i staje się szybko kultowa. Gdyby nie choroba i śmierć odtwórcy głównej roli – Andy'ego Whitfielda, pewnie byłby to serial jeszcze lepszy i dłuższy i byłoby o nim głośniej. Ale i tak z pewnością był jednym z bardziej charakterystycznych widowisk XXI-wiecznej telewizji.

"Dochodzenie"
(2011-2014)

I na koniec sprawa naprawdę świeża. Amerykańska wersja duńskiego serialu kryminalnego, która szturmem zdobyła przychylność wielu serialowych maniaków. Skomplikowana kryminalna intryga i ciekawe postacie udowodniły, że współczesny telewizyjny kryminał to niekoniecznie prosty procedural, od których aż roi się w ramówkach. Co prawda oglądalność „Dochodzenia” zawsze krążyła wokół punktu skasowania serialu i trzeba było pokombinować, by nakręcić cztery sezony, ale się udało. I nie zapomnijcie obejrzeć oryginał – to ostatecznie jednak dwie różne opowieści.

Co o tym sądzisz?

naEKRANIE Poleca

naEKRANIE poleca
naEKRANIE poleca
naEKRANIE poleca

Dzisiaj urodziny obchodzą

Robin Wright

Robin Wright

ur. 1966, kończy 54 lat

Katee Sackhoff

Katee Sackhoff

ur. 1980, kończy 40 lat

Patricia Arquette

Patricia Arquette

ur. 1968, kończy 52 lat

Taylor Kitsch

Taylor Kitsch

ur. 1981, kończy 39 lat

Sung Kang

Sung Kang

ur. 1972, kończy 48 lat

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV