Repertuar kin Nowość Program TV

Wierzenia ludowe wytrychem do straszenia

Tworcy horrorów i produkcji z dreszczykiem bardzo często sięgają po znane i rozpoznawalne motywy, za czym oczywiście stoi chęć dogłębnego przerażenia widza. Nic tak bowiem nie działa na wyobraźnię, jak świadomość tego, że straszne rzeczy, które właśnie widzimy na ekranie, mogły rzeczywiście kiedyś komuś się przydarzyć. Czy jednak w dobie ekranowych morderców, psychopatów, egzorcystów i opętanych przedmiotów znajdzie się coś jeszcze, co wywoła w widzu dreszczyk przerażenia? Ano, znajdzie - wystarczy sięgnąć po ludowe wierzenia, legendy i porzekadła, które nawet dzisiaj stanowią świetną pożywkę dla horrorów.

Choć żyjemy w zabieganym XXI wieku, wielu z nas kojarzy mądrości, które od lat krążą w przestrzeni. Raczymy się opowieściami, które rzekomo przydarzały się naszym przodkom, z umiłowaniem sięgamy po legendy, które mimo upływu lat wciąż są w stanie wywołać dreszczyk niepokoju na plecach, a gdy już zobaczymy podejrzany artefakt czy znajdziemy się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie, nasze myśli automatycznie wędrują w stronę klasycznych horrorów, niepokojąco podszeptując: „Miej oczy szeroko otwarte, bo dzieje się tu coś podejrzanego”. Opowieści i wierzenia przekazywane sobie z pokolenia na pokolenie na dobre utrwaliły się w zbiorowej świadomości. Pamiątkami po nich są między innymi całe demonologie, które po wielu latach potrafią powrócić szeroko rozbrzmiewającym echem. Motywy paranormalne, demony, zjawy, zmory, potwory – wbrew pozorom nie są to wytwory współczesności, a raczej figury mitologiczne, które zakorzeniły się w kulturze całe wieki temu. Ludy pierwotne, plemiona, a nawet późniejsze społeczności wiejskie dysponowały specyficznym tokiem myślenia, który pomagał im systematyzować otaczającą ich rzeczywistość. Cechą charakterystyczną prostych społeczeństw jest między innymi wiara w magię i siły nadprzyrodzone. I choć dziś możemy nazywać to zabobonnością, trzeba pamiętać, że to właśnie na magii i religii budowano pierwsze społeczności od zarania ludzkiej cywilizacji.

Ludowe wierzenia dotyczące zjaw, zmor, demonów czy czarownic wywodzą się z doświadczeń codzienności. Motywy magiczne oraz figury religijne miały nie tylko porządkować rzeczywistość, czy wyjaśniać następstwo pór roku i zmiany nocy w świt, ale także dać ludziom jasno do zrozumienia, że istnieje wyraźny podział na swoje i obce, dobre i złe. Ludzki ogląd świata od samego początku kultury prowokował do tworzenia specyficznych baśni, bajek oraz samych postaci, na dobre zapisujących się w pamięci – na podstawie zapewnień pradziada, kolejne pokolenie wnuków żywiło w sobie przekonanie, że nie wolno iść na bagna, bo czyhają w nich topielice, zaś nowo narodzone dzieci otrzymywały czerwoną przepaskę na nadgarstek, by odpędzić złe demony. Przerażające istoty stały się bardzo wprawnym narzędziem do trzymania ludu w ryzach – dzięki samym ich wyobrażeniom, całe społeczeństwo przestrzegało określonych nakazów czy zakazów, z całej siły wierząc w to, że wystarczy powinięcie nogi, by upiorny demon wciągnął nas w czeluści piekielne.

Warto wstępnie rozróżnić straszydła z porzekadeł od sił nieczystych, na których opierają się religie – choć zarówno mitologie jak i demonologie wywodzą się z pewnych przekazywanych pokoleniowo tradycji i wierzeń, stanowią dwa odrębne i bardzo szerokie tematy, których opisanie łączne wymagałoby objętości książki. Dziś skupimy się zatem właśnie na straszydłach – personifikacjach zagrożeń, które czyhają na człowieka w szarej codzienności i są nieodzownie związane z jego codziennym życiem. I choć do najbardziej znanych mitologii i demonologii należą słowiańskie, germańskie czy celtyckie, swoimi przekonaniami kierują się również prymitywne ludy odległych krain, jak choćby Papuasi i Aborygeni. Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż mimo całego zabarwienia folklorystycznego, mój tekst jest przede wszystkim popkulturowy, zdecydowałam się skupić tylko na wybranych figurach, jakie proponują wybrane kultury. Tych, które od początku swojego istnienia przynależą do otaczającego nas świata i nie są tak odległe, jak wynoszeni na piedestał bogowie. Tych, które czają się tuż za progiem domu, byleby tylko sprowadzić pechowca na manowce. I wreszcie – takich, które wszyscy dobrze znamy (lub przynajmniej kojarzymy) z wielkich i małych ekranów. Bo – co tu dużo mówić – zapewne nie będzie odkryciem stwierdzenie, że wszystkie one są świetną pożywką dla szeroko rozumianego gatunku horroru…

Wrota do piekieł
fot. materiały prasowe

Jedną z dawno wymyślonych przez człowieka figur jest czarownica. Odizolowane od społeczności, jednak pozostające jej częścią, zwykle były to kobiety, którym z różnych powodów przypisywano ponadnaturalne umiejętności. I nie chodzi tylko o zielarstwo czy kadzidełka, którymi część z nazwanych tym mianem pań w magiczny sposób przywracała do zdrowia beznadziejne przypadki – czarownicami nazywano te kobiety, które nadmiernie zwracały na siebie uwagę, wychodziły przed szereg, a także łamały tabu. Pierwsze tego typu figury narodziły się w folklorze germańskim – na terenach dzisiejszych Niemiec, Anglii czy Niderlandów. Trudno jednoznacznie zaprezentować sylwetkę czarownicy – na przełomie lat oraz w zależności od regionu postrzegano je bowiem zupełnie inaczej, przyjmując za punkt wspólny jedynie ich dziwne umiejętności oddziaływania na ludzi i otaczającą rzeczywistość. Filmowe czarownice w horrorach czy bajkach dla dzieci najczęściej przedstawiane są jako niegrzeszące urodą paskudy. Nic więc dziwnego, że kino najczęściej wykorzystuje je jako niezawodne straszaki. Wystarczy przypomnieć sobie film Sama Raimiego pod tytułem Wrota do piekieł – główna antagonistka jest stereotypowym wręcz uosobieniem czarownicy, która na dodatek dysponuje potężnymi mocami. Nie zapominajmy również o Wiedźmach – czarna komedia z 1990 roku może i nie jest rasowym horrorem, jednak jak dobrze wiemy, strach jest kwestią sporną. Kto nie zadrżał na widok tytułowych czarownic jako dziecko, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Czarownica rzeczywiście może być dobrym straszakiem, jednak kinematografia pamięta również filmy, w których tego typu postaci służyły nieco szerszej analizie społeczeństwa i panujących w nim tendencji. Już w 1922 roku Benjamin Christensen zrealizował w połowie dokumentalny film Czarownice, (Haxan) który jest próbą przedstawienia ludzkiej mentalności i wierzeń średniowiecza. Podobną rolę pełni również późniejszy film Pogromca czarownic w reżyserii Michaela Reevesa, który tym razem rozgrywa się w społeczności nie niemieckiej, a angielskiej. Jak już ustaliliśmy, to właśnie z tych terenów wywodzi się figura czarownicy i – co ciekawe – mimo upływu lat bynajmniej nie traci na aktualności. Zaledwie dwa lata temu swoją premierę miał klimatyczny horror Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii, który jest świetnym przykładem folkowej produkcji grozy. Ta skromna niezależna produkcja może i nie należy do najgłośniejszych horrorów ostatnich lat, jednak gromadzi wokół siebie coraz większą grupę fanów. Tytuł może być jednak przewrotny – odnosi się do szeroko rozumianego zła, które zaczyna kiełkować w samym człowieku. Nieco dosłowniejszą produkcją, skupiającą się na konkretnej wiedźmie, jest film Baba Jaga z 2016 roku. Tutaj mamy do czynienia z posępną staruchą, która zamieszkuje lasy i wyrusza na polowanie na dzieci – wypisz wymaluj postać ze słowiańskich podań! Tak – Baba Jaga to również postać z opowieści ludowych zasługuje na szczególne wyróżnienie – narodziła się właśnie w podaniach słowiańskich, a jej obecność w popkulturze jest dostrzegalna nawet dzisiaj. Wystarczy tylko przypomnieć sobie proste dziecięce zabawy typu „Raz-dwa-trzy, Baba Jaga patrzy!”, czy nawet samą bajkę o Jasiu i Małgosi.

Innymi, umiłowanymi przez współczesną popkulturę postaciami wywodzącymi się z wierzeń ludów tradycyjnych są wampiry. Te jednak, które wyobrażano sobie przed laty, nie miały nic wspólnego z mieniącym się w słońcu Edwardem Cullenem. Wampir jest figurą, która swój początek zawdzięcza właśnie folklorowi – i choć w swojej najbardziej charakterystycznej postaci wywodzi się prawdopodobnie z demonologii słowiańskiej, błyskawicznie opanował cały świat, stając się wyobrażeniem zła w szeregu innych kultur i społeczności. W pierwotnym rozumieniu wampiry były niczym innym jak nieumarłymi – to magicznie ożywione ciała, które powstają z grobów pod osłoną nocy i wyruszają na poszukiwanie krwi. W zależności od regionu, możemy mówić o kilku wariacjach tego słowa – jak wyodrębniają leksykony, polski „upiór” również może odnosić się właśnie do krwiopijcy.

Z uwagi na swoją charyzmę wampiry bardzo szybko zakorzeniły się w kulturze i beletrystyce – już w 1819 roku powstał krótki tekst fabularyzowany The Vampyre, który jest dziś uznawany za pierwsze wprowadzenie wampira na grunt kultury. Ten moment wyróżnia się nie bez powodu – dzisiejsza popkultura przeżywa prawdziwy boom jeśli chodzi o tego typu postaci, wyodrębniając tym samym osobny podgatunek vampire fiction. Na przełomie lat, wizerunek filmowego wampira ulegał kategorycznym zmianom. Od odstraszającego i zdeformowanego Nosferatu, poprzez Drakulę, aż do wspomnianych przystojniaków wyprodukowanych przez taśmę Hollywood – trudno o drugi przykład równie podatnej na modyfikacje kulturowe figury sprzed wieków. Wszystkie wymienione przeze mnie postaci łączy jednak podstawowa cecha wspólna – żywią się krwią, którą wysysają z upatrzonej przez siebie ofiary. Niezależnie, czy korzystają z krwi bezpośrednio jak Lestat (Wywiad z wampirem), czy za pośrednictwem kubka czy kieliszka (Damon z serialu Pamiętniki wampirów). Ach, nie zapominajmy również o Adamie i Eve, którzy w filmie Tylko kochankowie przeżyją raczyli się przede wszystkim… krwistymi lodami na patyku.

Wampiry to nie jedyne stwory, które na światło dzienne wyciągnęła mitologia słowiańska. W kulturze naszych przodków funkcjonował także wij. Postać została spopularyzowana pod koniec XIX wieku za sprawą opowiadania Nikolaia Gogola pod tym samym tytułem. Choć autor zarzekał się, że stwór wywodzi się z ukraińskiego folkloru, nie ma twardych dowodów na to, że rzeczywiście kiedyś w niego wierzono – jak twierdzą badacze, twórcą tej postaci mógł być sam Gogol. Fikcyjna, czy też nie, istota zyskała na popularności – wielki Wij-Król Gnomów snuje się przez świat, ciągnąc za sobą swoje ciężkie powieki i zabijając wzrokiem każdego, kto będzie miał nieszczęście spojrzeć w jego oczy (swoją drogą, motyw bardzo rozpoznawalny – wystarczy choćby przypomnieć sobie mitologiczną Meduzę czy Bazyliszka). Za sprawą swojej niekwestionowanej charyzmy, postać szybko została podchwycona także przez film. Do tej pory ukazały się dwie filmowe adaptacje opowiadania Gogola, które debiutowały odpowiednio w 1967 i 2014 roku. Miłośnicy gatunku horroru są w zasadzie jednoznaczni – Wij może i nie stanowi wyżyn horrorów, ale oferuje świetny ludowy klimat, doskonale wpisując się w nurt folkowych produkcji grozy.

Wij / Viy
fot. materiały prasowe

Terror
.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe
Strony: 12

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Fani MCU pokochali tę galerię. Hulk…

W sieci pojawiła się nie lada gratka dla fanów MCU - galeria, w której Hulk…

Michał Kujawiński
-

Avengers: Endgame – komiks o tym…

Roy Thomas jest jednym z ważniejszych twórców komiksów Marvela w historii. Pod koniec lat 60.…

Dawid Muszyński
breaking
-

Wataha – będzie 3 sezon! Znamy…

Telewizja HBO rozpoczyna prace nad trzecim sezonem serialu Wataha o straży granicznej w Bieszczadach. Dowiedzieliśmy…

Piotr Piskozub
-

Ultimate Marvel. Encyklopedia superbohaterów, arcyłotrów, technologii…

Ultimate Marvel. Encyklopedia superbohaterów, arcyłotrów, technologii i pojazdów to wielka gratka dla wszystkich fanów Domu…

Ocena recenzenta:
8
-

Mroczna Phoenix – Xavier i jego…

Do sieci trafiło kolejne zdjęcie z filmu Mroczna Phoenix. Premiera w lutym przyszłego roku.

Michał Kujawiński
-

Titans – Robin kontra Batman. Zwiastun…

Do sieci trafił materiał promujący finał 1. sezonu serialu Titans. Widzimy w nim pojawienie się…

Co o tym sądzisz?