Azymut #3: Antropotamy Nihilu – recenzja

Autorzy Azymutu w Antropotamach Nihilu po raz trzeci zabierają czytelnika w pięknie ilustrowaną jazdę bez trzymanki. Fani serii się nie rozczarują.

Ocena recenzenta:
7/10

Autorzy Azymutu w Antropotamach Nihilu po raz trzeci zabierają czytelnika w pięknie ilustrowaną jazdę bez trzymanki. Fani serii się nie rozczarują.

Kolejny, trzeci tom Azymutu zapowiada jazdę bez trzymanki już samym tytułem. Czymże bowiem są Azimut 3 - Les anthropotames du Nihil? Można jedynie zgadywać, ale wraz z rozwojem fabuły komiksu tajemnica ta się wyjaśnia… choć to tylko nieliczna z zagadek, które zostaną całkowicie wyjaśnione w tej części. Wilfrid Lupano nadal snuje bardzo zakręconą, pełną niespodziewanych zwrotów akcji i fantastycznych wizji opowieść.

Fabularnie tom stanowi kontynuację wcześniejszych albumów. Akcja jest rozbita na kilka wątków, które koncentrują się na kilku postaciach. Nie wszystkie są traktowane równie sprawiedliwie: na przykład dalsze losy niedoszłego odkrywcy, który w Azimut 2 - Que la belle meure odleciał w siną dal na mechanicznym ptaku, są przedstawione bardzo skrótowo i pretekstowo – jednocześnie jednak prawdopodobnie wprowadzają nowy element do historii.

Przeważająca część Antropotamów Nihilu koncentruje się na losach Manii i jej mniej lub bardziej chętnych kompanów, którzy uciekają przed matką bohaterki i wpadają przy tym w nowe tarapaty. Duże znaczenie ma także wątek detektywa i piaskowej bogini, w którym odkrywane jest kilka szczegółów dotyczących świata przedstawionego i sił nim rządzących. Wreszcie – i do tego nawiązuje tytuł – poszukiwania podstarzałego profesora znajdują finał (który stawia kolejne pytania). Poszczególne wątki prowadzone są oddzielnie, ale powoli wyłania się nić, która prawdopodobnie je połączy.

Antropotamy Nihilu - plansza
Źródło: Wydawnictwo Komiksowe

Przede wszystkim jednak komiks ten to kolejna porcja zwariowanych, ale jednocześnie idealnie wpasowujących się w klimat, pomysłów. Mamy więc jeszcze więcej przedziwnych istot z latającym Dywanem Jednogarbnym na czele, tajemnicze i ogromne mechanizmy czy wreszcie nieznane wcześniej krainy, do których trafiają bohaterowie. Prawdopodobnie nie robiłyby one takie wrażenia, gdyby nie Jean-Baptiste Andreae, który wszystkie, nawet najbardziej nietypowe pomysły świetnie wizualizuje. Strona graficzna Azymutu to od pierwszego tomu najmocniejszy punkt serii i w tym zakresie nic się nie zmienia. Komiks się nie tylko świetnie czyta, ale też ogląda z dużą przyjemnością.

W recenzji drugiego tomu zastanawiałem się, czy serii przyświeca jakieś poważniejsze założenie fabularne, czy też autorzy skaczą od pomysłu do pomysłu - byleby było pięknie, fantastycznie i niesamowicie. Antropotamy Nihilu nadal stanowią przede wszystkim zbitek luźno powiązanych scen z różnych zakątków wykreowanego świata, ale z tej mozaiki postaci i scen powoli wyłaniają się bardziej spójne wątki. Wygląda na to, że Wilfrid Lupano ma jednak plan, który konsekwentnie realizuje, jeśli nawet nie było to widoczne od samego początku serii.

Azymut #03: Antropotamy Nihilu - okładka
Źródło: Wydawnictwo Komiksowe

Omawiany tu album stanowi udaną kontynuację serii i podtrzymuje wszystkie jej wcześniejsze atuty. Jednocześnie pojawiają się w nim elementy, które sprawiają, że pogmatwana i pełna niesamowitych wizji fabuła zaczyna się powoli czytelnikowi układać w głowie – przy czym do pełnego jej zrozumienia i poznania jest jeszcze daleka droga.

Źródło: fot. Wydawnictwo Komiksowe

Azymut #03: Antropotamy Nihilu

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV