Menu
Reklama
Reklama

Recenzja filmu: Konwój

Ocena recenzenta:7/10

Konwój – recenzja filmu

Poszukiwanie sprawiedliwości często oznacza obranie drogi niezgodnej z prawem. Pytanie tylko czy cel uświęca środki?

Sierżant Zawada (Robert Więckiewicz) zostaje szefem konwoju mającego przewieźć skazanego nauczyciela pedofila (Ireneusz Czop) z więzienia do specjalistycznej kliniki, w której ma odbyć resztę kary. Ochraniać transport mają jeszcze: sierżant Berg (Przemyslaw Bluszcz), były wojskowy (Lukasz Simlat) oraz młody student prawa, pracujący dorywczo w więzieniu – Felix (Tomasz Ziętek). Akcję nadzoruje dyrektor Nowacki, szef więzienia. Jednak czy wszystkim jest na rękę, by więzień, na koszt podatnika, spokojnie dożył starości?

Ostatnio widzowie pokochali filmy o funkcjonariuszach, którzy często naginają przepisy, by osiągnąć zamierzony cel. Tak też jest w produkcji Macieja Żaka, który w ciasnej więźniarce zamyka bohaterów znacznie różniących się od siebie pod względem charakterów i światopoglądu. Mamy więc skupionego na zadaniu Zawadę, starającego się uspokoić nerwową atmosferę Berga, przesiąkniętego prawnymi ideałami Felixa oraz porywczego wojskowego. Jak można się domyślić w czasie podróży dojdzie do wielu potyczek słownych i nie tylko.

‌‍Konwój to film drogi, w którym prawie wszyscy bohaterowie przechodzą przemianę. Nie koniecznie taką, jakiej widzowie się spodziewają, co jest mocnym punktem tej produkcji. Reżyser nie kładzie na stół wszystkich kart, tylko co jakiś czas uchyla nam rąbka tajemnicy, tak byśmy dopiero pod koniec tej podróży otrzymali pełen obraz.

Robert Więckiewicz i Przemysław Bluszcz bardzo dobrze odnajdują się w powierzonych im rolach, ale też nie zaskakują swoją grą aktorską. Po prostu solidnie wywiązują się ze swoich obowiązków. Najmniej przekonywająco wypada młody Tomasz Ziętek, jednak to nie wina aktora a słabo nakreślonej postaci Felixa, której na tle innych pasażerów więźniarki brakuje głębi. Cechuje go niezmierna naiwność, co czasami przeszkadza w odbiorze historii.

Najbardziej cieszy rola Janusza Gajosa, będącego głównym antagonistą. Grany przez niego dyrektor więzienia w swoim mniemaniu postępuje słusznie. Chroni społeczeństwo przed zwyrodnialcami, których obejmuje amnestia. Przestępcy, którzy mieli nigdy nie opuścić murów jego więzienia, nagle wychodzą na wolność i w obliczu prawa nic się nie da z tym zrobić. Dlatego on znajduje inne rozwiązanie. Niekoniecznie zgodne z przekonaniami wielu osób. Zawadzki boryka się z dylematem czy w imię wyższej sprawiedliwości można upodabniać się do ludzi, których zamyka za karatami za podobne zbrodnie. Jego działania nie są jednoznacznie i trudno je jednoznacznie pochwalać czy potępiać.

Maciej Żak swoim filmem, podobnie jak wcześniejszym Supermarketem, stara się wywołać dyskusję społeczną na temat przekraczania uprawnień przez osoby mające nas ochraniać. Każdemu, czy jest to oficer służby więziennej czy ochroniarz w hipermarkecie, kto zakłada mundur wydaje się, że ma prawo decydować o życiu innego człowieka.

Konwój to ciekawie nakreślony thriller trzymający widza w napięciu do końca i mimo kilku zgrzytów po drodze serwujący satysfakcjonujące i niejednoznaczne zakończenie. Jeśli Żak pozostanie przy tym gatunku i tematyce na dłużej, Patryk Vega będzie miał konkurencję.

Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze