Wiedźmin: sezon 1, odcinek 7 - recenzja spoilerowa

Wiedźmin wchodzi w decydującą fazę. Niestety zamiast mocniej angażować widza w historię i zachęcać go do trzymania kciuków za Geralta, twórcy kombinują z liniami czasowymi i przedstawiają kulisy ataku na Cintrę. Można mieć zatem wrażenie, że jesteśmy świadkami powtórki z rozrywki.

Ocena recenzenta:
7/10

Wiedźmin wchodzi w decydującą fazę. Niestety zamiast mocniej angażować widza w historię i zachęcać go do trzymania kciuków za Geralta, twórcy kombinują z liniami czasowymi i przedstawiają kulisy ataku na Cintrę. Można mieć zatem wrażenie, że jesteśmy świadkami powtórki z rozrywki.

Michał Kujawiński
Michał Kujawiński
Tagi:  Wiedźmin 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Chaotyczna fabuła jest problemem Wiedźmina i zdecydowanie wybrzmiewa to w siódmym odcinku. Wcześniej prowadzenie historii było stosunkowo bardziej przejrzyste i klarowne, pod warunkiem wyłapania kilku mniej lub bardziej subtelnych sugestii. Teraz jednak linie czasowe ścierają się o wiele mocniej, konfundując i wprowadzając zakłopotanie, pokazując Geralta obecnego w Cintrze tuż Przed upadkiem.

Siłą odcinka z pewnością jest powrót postaci Calanthe oraz Myszowora, co tylko potwierdza przypuszczenia, że liniowa fabuła mogłaby jeszcze lepiej wzmocnić postrzeganie poszczególnych wątków i postaci. Rozgrywane sceny w Cintrze są naprawdę ciekawe i prowadzą do dynamicznych wymian zdań pomiędzy królową i Geraltem, ale to nie zawsze wystarczy. Pokazanie Rzezi Cintry w pełnej krasie ze wszystkim tym, co zostało dopowiedziane w siódmym odcinku, mogłoby zapewnić jeszcze lepszy efekt dla widzów i całość byłaby o wiele ciekawsza. Tym bardziej, że uświadomienie sobie pod koniec sezonu przez Geralta, że jednak powinien zadbać o bezpieczeństwo Dziecka Niespodzianki, udowadnia nie do końca dobre rozłożenie klocków na narracyjnej planszy. Historia w tym sezonie dobiega powoli końca i wykładanie w prosty sposób widzom, że Geralt nagle poczuł chęć dopełnienia przeznaczenia, nie daje pełni satysfakcji i pokazuje błąd popełniony podczas planowania wątku. 

Dowodem i podkreśleniem tego stanu rzeczy są takie elementy, jak podstawienie przez królową fałszywej księżniczki. Wykorzystanie znanego motywu z Sagi wypada jednak nieco głupkowato - Geralt nie jest jasnowidzem i pewnie łatwo dałby się nabrać, ale cała ta sytuacja pokazuje jedynie, że wiedźmin nawet nie wie, jak dziewczyna wygląda. Zgodzę się w tym momencie z krytyką serialu, że pominięcie Brokilonu i zaniedbanie wcześniejszego poznania Geralta i Ciri, odbija się w tym momencie czkawką. Zupełnie inaczej oglądałoby się te sceny, gdyby wcześniej zarysowano pewne ważne kwestie dla czołowych bohaterów. Szkoda, bo w serialu nawet pomimo tego typu niedociągnięć scenariuszowych, wciąż widoczny jest ogromny potencjał. Przy okazji od razu odbijam piłeczkę dla tych, którzy narzekali na sposób, w jaki Geralt dowiaduje się o podstawionej dziewczynce. Wychodzi na dziedziniec, ponieważ prowadzi go tajemna siła, owe wałkowane przez wszystkie odcinki przeznaczenie. Cieszy mnie, że twórcy starają się kombinować i nie ciągną widza za rękę, ale jeśli chodzi o linie czasowe, nie wszystkie kombinacje okazały się być trafione. 

Premiera serialu The Witcher w Netfliksie to dobry moment, aby przetestować projektor 4K dla miłośników kina. Zobacz, jak ogląda się Wiedźmina 4K na projektorze BenQW2700!

Tymczasem pokłócona z Geraltem Yennefer spotyka się z Istreddem. Zaskoczyło mnie to, ale dopisanie historii do postaci Istredda zdaje swój egzamin i prezentuje bardzo ciekawą historię czarodzieja, rzeczywiście mocno odczuwającego relację z czarodziejką. Prowadzenie tego wątku daje nadzieję, że ewentualna adaptacja Okruchu lodu okaże się w przyszłości o wiele ciekawsza od literackiego oryginału. Yennefer opuszcza jednak swojego byłego kochanka i zmierza do Aretuzy na zaproszenie Vilgefortza. Zanim rozpoczną się bardzo ciekawe gierki polityczne, bohaterka odwiedza swoją starą komnatę i razem z nowymi adeptkami powraca do niepokojącego motywu ze zamianą uczennic w węgorze. Nikt na szczęście nie ucierpiał, ale ściskam kciuki za pożegnanie tego pomysłu w przyszłości. 

Trzeba też przyznać, że pomimo chaotycznego prowadzenia narracji, wprowadzanie retrospekcji i oglądanie tych samych scen, podawane jest z precyzją i w taki sposób, żebyśmy nie mieli poczucia o powtórce z rozrywki. Tym bardziej, że jest to uargumentowane i rozjaśnia kwestie linii czasowych, pokazując zarówno plusy tego zabiegu, jak i duże wady. W końcu w Przed upadkiem z mocnym uderzeniem wjechała polityka, stosunkowo istotna w prozie Sapkowskiego. Choć fani są podzieleni w kwestii rozpisywanych na wiele stron intryg politycznych w Sadze, to jednak dla serialu bardzo dobrze, że pokuszono się o dodanie czegoś więcej do tego świata. Czarodzieje pisani są konsekwentnie, są charakterni i niezwykle inteligentni. Oglądanie ich na ekranie w takiej liczbie robi wrażenie i pokazuje bardzo dynamiczne relacje. Minusem wciąż jest jednak czarodziejka Fringilla, której motywacje dalej są niejasne i raczej postać ta na ekranie irytuje swoją obecnością, zatem prowadzi do przeciwnych od respektu i dreszczy uczuć.

Koniec odcinka to także pokazanie mocy Ciri oraz mocna zapowiedź tego, co będzie niezwykle ważne, jeśli chodzi o przyszłe wydarzenia w kolejnych sezonach. Choć może to podekscytować fanów książek, to jednak dla nieobeznanego widza wypowiadane przez bohaterkę słowa mogą być niezwykle enigmatyczne. Ostatecznie jednak linie czasowe są blisko połączenia się w jedną. Zaprezentowano też umiejętne rozpisanie intryg politycznych. Wychodzą na wierzch niestety niedopełnione obowiązki scenarzystów, ale patrząc na ten odcinek jako osobne doświadczenie, to oglądanie Geralta starającego się zdobyć przeznaczone mu dziecko, na swój sposób jest ujmujące i dzięki takiej kreacji bohatera także angażujące. 

Źródło: zdjęcie główne: netflix

Wiedźmin

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV