Disney+ - 4.faza MCU jest narzędziem marketingowym platformy?

„Tak to się robi, panie i panowie” - mógłby powiedzieć Disney+ do swoich konkurentów, prezentując prawdziwe „wejście smoka” na światowy rynek. Potentatowi udało się wywołać wielki hype u wszystkich fanów branży rozrywkowej, a to przecież dopiero początek. Platforma nie zagrała jeszcze swojej najmocniejszej karty: MCU.

„Tak to się robi, panie i panowie” - mógłby powiedzieć Disney+ do swoich konkurentów, prezentując prawdziwe „wejście smoka” na światowy rynek. Potentatowi udało się wywołać wielki hype u wszystkich fanów branży rozrywkowej, a to przecież dopiero początek. Platforma nie zagrała jeszcze swojej najmocniejszej karty: MCU.

Oczywiście znamy talię superbohaterskich kart, którymi dysponuje Disney, i wiemy, które z nich wezmą udział w pierwszej rozgrywce. Tajemnicą jest natomiast sama partia, czyli kształt i wygląd tego, co nadejdzie. Nie skłamie ten, kto powie, że będziemy mieli w tym przypadku do czynienia z czymś absolutnie wyjątkowym. Połączenie świata z małego i dużego ekranu na tak wielką skalę jeszcze nigdy nie miało miejsca. Z jakimi kwestiami formalnymi będzie się to wiązało? Paradoksalnie nie jest to rozwiązanie pozbawione ryzyka. Potentat w przemyślany sposób wymusza u widzów pewne zachowania. Jeśli wciąż chcesz być z nami w MCU musisz zakupić Disney+. Jeśli zależy Ci na poznaniu całej historii, nie masz innego wyboru – oddaj nam swoje pieniądze.

Disney+ niesie ze sobą wiele dobrego. To pokój pełen zabawek dla starych i młodych. Istna kraina łakoci przepełniona najsłodszymi smakołykami. Głupotą byłoby przypuszczać, że ten telewizyjny Disneyland będzie dostępny za darmo. Co istotne główną wartością nie są tutaj pojedyncze portfele, ale permanentna lojalność widza i dominacja na światowych rynkach, zarówno VOD, jak i filmowych. Jednym słowem, Disney staje przed wielką szansą ugruntowania swojego monopolu w branży rozrywkowej. Przy tak wysokiej stawce wszystkie ciosy są dozwolone. Nic dziwnego, że Disney rzucił na pierwszą linię frontu swoje najcięższe armaty. Nic dziwnego też, że reprezentanci innych wpływowych graczy bronią się, jak mogą. Stąd głosy krytyki tuzów kinematografii. Pamiętamy burzę, wywołaną przez Stevena Spielberga, który „ośmielił się” uderzyć w Netflix. Podobny ruch wykonują teraz Scorsese i Coppola. Rzucają światło na pewien problem. Czynią to w sposób dobitny, tak żeby dotarło do każdych uszu (stąd kontrowersyjna forma wypowiedzi). Atak na Marvela pośrednio uderza również w Disneya. Oczywiście wielkiej krzywdy potentatowi nie robi, ale z powodzeniem rozpoczyna dyskusję i to tuż przed wielkim launchem Disney+.

Disneyźródło: Disney

Zasadność zarzutów znanych reżyserów to oczywiście temat na zupełnie inną dyskusję, ale warto przeanalizować model biznesowy wchodzącej właśnie platformy i zastanowić się, czy w szerszej perspektywie przyniesie ona więcej dobrego czy złego branży rozrywkowej. Słowo „monopol” jest tutaj odmieniane przez wszystkie przypadki, ale pamiętajmy też, że podobnie mówiło się niegdyś o Netflixie. Platforma wciąż robi swoje i o żadnej dominacji rynku filmowego nie ma tu mowy. Trudno powiedzieć jak to będzie z Disney+, ale fakt, że wiele najważniejszych hitów współczesnej kinematografii zobaczymy tylko tam, może okazać się bolesny zarówno dla widzów, jak i konkurencji.

Szalenie ciekawy jest też przykład Marvela, bo wszystko wskazuje na to, że motywem przewodnim rozpoczynającej się właśnie fazy MCU będzie forma odcinkowa. Czekamy oczywiście na Thora Taiki Waititego czy (w dalszej perspektywie) nowych Strażników Galaktyki, ale nie da się ukryć, że to Disney+ szykuje nam najbardziej smakowite kąski. Nadchodzący etap MCU nierozerwalnie związany jest z launchem platformy. Marvel ma dać kopa disnejowskiemu streamingowi już na samym początku, sprawiając, że wszyscy będą mówić tylko o nim. Jesteśmy już po premierze gwiezdnowojennego The Mandalorian, który również pełni pewną marketingową funkcję. Już wkrótce na ekranie telewizorów zobaczymy, co przygotowali twórcy dla naszych ukochanych herosów.

Falcon and the Winter Soliderfot. Marvel

Głośna marka to jednak nie wszystko. Tak jak wspomnieliśmy na wstępie, Marvel w przemyślany sposób łączy wydarzenia małoekranowe z tym, co będzie działo się w kinach. Poniższe teorie oparte są na częściowo niepotwierdzonych doniesieniach medialnych, ale znając Kevina Feigego i pozostałych, to bardzo prawdopodobne rozwiązania. Centralnym momentem nadchodzącej fazy MCU ma być film Doctor Strange in the Multiverse of Madness. Z tego, co wiadomo, produkcja będzie ściśle powiązana z dwoma ważnymi serialami. Pierwszy z nich to WandaVision – seria stawiająca na pierwszym planie Scarlet Witch graną przez Elizabeth Olsen. Bohaterka ta zyska wielkie znaczenie w MCU i być może będzie powiązana w jakiś sposób z oczekiwanym wprowadzeniem do uniwersum mutantów.

Wandavision ma być serialem wyjątkowym – marvelowscy decydenci powtarzają to na każdym kroku. Podobnie sytuacja ma wyglądać z kolejną ważną produkcją odcinkową. Loki również będzie niezwykle istotny dla centralnego punktu 4.fazy MCU. Co więcej, ma przedstawiać alternatywne światy, powstałe po dramatycznych wydarzeniach z blockbustera Avengers: Koniec gry. Wszystko to zapowiada się szalenie ciekawie, jednak żeby zaczerpnąć pełną przyjemność z seansu, trzeba obejrzeć całość. Co więcej, marvelowscy decydenci zapowiedzieli już, że bohaterowie nadchodzących seriali Ms Marvel, She-Hulk i Moon Knight będą stanowili ważny element kinowego uniwersum. Dla fanów Marvela oznacza to nic innego jak obowiązkowy must see. Dom pomysłów bardzo dobrze zna swoich fanów i wie, że oddadzą oni ostatnie pieniądze, żeby mieć dostęp do kompletnej historii. Może to wyglądać na cyniczne zarządzanie „elektoratem”, ale nie da się ukryć, że wykorzystywanie wierności fanów przez twórców, to bardzo częsta praktyka. Dlatego też obecna struktura MCU to biznesowy strzał w dziesiątkę. Nic dziwnego więc, że pierwsze lata Disneya będą tak mocne pod tym względem.

Ten bezlitosny model biznesowy nie będzie miał oczywiście żadnego wpływu na jakość artystyczną produkcji dostępnych na Disney+. Forma odcinkowa może wręcz pomóc w rozwijaniu szalonych pomysłów kreatywnych twórców. Musimy jednak być świadomi tego, że przemysł rozrywkowy to branża taka sama jak każda inna i tu również pełno jest rekinów walczących o jak największe porcje. Marvel udowodnił, że brutalny marketing nie przeszkadza mu w tworzeniu wspaniałych dzieł i zapewne będzie tak i tym razem. Czas pokaże, czy zespojenie telewizji z kinem wyjdzie Disneyowi na dobre. Na przestrzeni lat może wydarzyć się wiele nieprzewidzianych rzeczy, a konkurencja również nie zaśnie snem zimowym. Miłośnicy popkultury z pewnością chętnie wydadzą pieniądze na wizytę w streamingowej fabryce czekolady, ale jak długo tam zabawią, nie wiadomo. Jeśli jednak Disney/Marvel wciąż będzie tak zmyślnie manewrował naszymi pasjami, fascynacjami i oczekiwaniami, początkowy sukces może przerodzić się w permanentną hegemonię.

Źródło: zdjęcie główne: Marvel/Screen Rant

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV