Repertuar kin Nowość Program TV

 

 

 

Until Dawn (2015)

Śr. ocena 9

Znasz tę grę? Oceń!

0,0

Zgłoś błąd na stronie

Najnowsza recenzja redakcji

„Until Dawn” rozpoczyna się z przytupem i taki poziom utrzymuje aż do ostatniej sceny. Ale czy filmowe produkcje są tym, czego oczekujemy po grach wideo? Oceniamy.

Od jakiegoś czasu Sony oswaja nas z filmowymi grami, które w większości stanowią materiał raczej do oglądania, niż do grania. Podobnie jest z „Until Dawn„, nową produkcją studia Supermassive Games. Jednakże w tym przypadku proporcje są bardziej wyważone niż chociażby w wydanym w lutym tego roku, przeciętnym „The Order: 1886„.

Gra opowiada historię ósemki przyjaciół, grupki nastolatków, którzy udają się do górskiej chatki należącej do jednego z nich. Nieprzypadkowo przyjaciele spotykają się w domku – jest to forma upamiętnienia tragicznych wydarzeń sprzed roku, w którym zaginęły siostry organizatora wypadu. Z materiałów promocyjnych dowiedzieliśmy się, że miły wyjazd za miasto zmieni się w walkę o przetrwanie, z której nie wszyscy powrócą do domu. Wraz z uruchomieniem „Until Dawn” zadawaliśmy sobie w głowie pytanie – kiedy sielanka się skończy i zacznie się prawdziwa rzeź?

Opowieść sprzedana w „Until Dawn” w żaden sposób nie jest odkrywcza. Szybko przekonacie się, że gdzieś już podobne historie widzieliście. Gra Supermassive Games korzysta z motywów, jakie mogliśmy zobaczyć m.in. w filmach „Koszmar z ulicy Wiązów” czy „Droga bez powrotu„. Angielski developer pozostaje w trendach hollywoodzkich, przedstawiając bohaterów jako naiwnych nastolatków, którzy wypad za miasto zamierzają wykorzystać w celach ostrej zabawy przepełnionej seksem i alkoholem. Ci, ku mojemu zaskoczeniu, przejawiają się znacznie większą odpowiedzialnością, niż by wskazywał na to ich wiek.

Chociaż scenariusz jest przewidywalny, twórcy doskonale bawią się konwencją, wprowadzając ciekawe zwroty akcji, które potrafią zaskoczyć odbiorcę. Przechodząc kolejne rozdziały gry (w sumie jest ich 10), zastanawiamy się, czy mamy do czynienia z prawdą, czy fikcją; czy otaczający nas świat jest prawdziwy, czy to tylko wytwór chorego umysłu jednego z uczestników weekendowego wypadu za miasto. Mniej więcej w okolicach 70 proc. gry wszystko staje się już jasne i klarowne. „Until Dawn” jest jedną z tych opowieści, w których twórcy niemal do samego końca trzymają gracza w niepewności, by ostatecznie oznajmić mu, że miał lub nie miał racji (w zależności od Waszej umiejętności dedukcji).

W „Until Dawn” nie ma możliwości stworzenia odrębnego pliku zapisu, co oznacza, że po dokonaniu wyborów nie możemy wczytać wcześniejszego stanu gry, żeby tym razem wybrać inną ścieżkę, którą nasza postać podąży. Każda decyzja podjęta przez gracza skutkuje innymi wydarzeniami i przedstawia je w inny sposób. Niekoniecznie muszą to być ekstremalnie odmienne wydarzenia w grze, ale za każdym razem wybór podjęty przez gracza wpływa na naszą postać i relacje bohatera/bohaterki z pozostałymi członkami grupy.

Każda z ośmiu grywalnych postaci opisana jest określonymi parametrami, takimi jak np. odwaga, humor czy relacje z innymi. Wszystkiego o bohaterach dowiadujemy się z podręcznego menu. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby zmienić to wedle własnego uznania. Nie odbywa się to za pomocą suwaków, jak w przypadku tworzenia postaci w grach RPG, ale właśnie poprzez dokonywanie wyborów. W „Until Dawn” para najlepszych przyjaciół może stać się parą największych wrogów – pczywiście przy założeniu, że wszyscy przeżyją niebezpieczną noc.

Zasadniczą kwestią odróżniającą rozgrywkę w „Until Dawn” od innych gier jest fakt, że w produkcji studia Supermassive Games zginąć mogą wszyscy, ale też wszyscy mogą doczekać świtu. Podczas pierwszego przechodzenia decyzje przeze mnie podjęte okazały się być dobre tylko połowicznie. Na ratunek dla trojga bohaterów było za późno. Wyznaczyłem więc sobie za cel skończenie gry po raz kolejny, po to by tym razem wszyscy doczekali świtu.

Pod względem samej mechaniki rozgrywki „Until Dawn” jest wierną kopią tytułów Quantic Dream. W grze oprócz kierowania postacią i eksploracji musimy także dokonywać wyborów oraz podejmować działania związane z sekwencjami QTE, które są istotne, jeśli bohaterowie mają przeżyć do poranka.

W przypadku otrzymania pełnej kontroli nad postaciami mamy przynajmniej dwie ścieżki do wyboru – tę sugerowaną przez twórców oraz alternatywną, związaną z eksploracją terenu. Zwykle ta druga jest bardziej opłacalna – ale nie zawsze. Wybierając zwiedzanie lokacji, często odkrywamy przydatne wskazówki, które pozwolą nam dotarcie do najlepszego zakończenia, a jest nim oczywiście ocalenie wszystkich bohaterów – oczywiście pod warunkiem, że umiejętnie z nich skorzystamy. Wskazówki te są dość istotne, bo nie tylko budują tło aktualnych wydarzeń, ale także podpowiadają, w jaki sposób dana postać może przetrwać.

Ciekawym rozwiązaniem jest trzymanie pada w całkowitym bezruchu. Szczególnie wykorzystywane jest to w chwilach, w których nasza postać się ukrywa przed niebezpieczeństwem. Wbrew pozorom nie jest to wcale takie łatwe, jakby mogłoby się wydawać – nawet najdrobniejszy ruch może mieć katastrofalne konsekwencje. Bum! I z ósemki żywych postaci w grze nagle jedną tracimy. Gracz w ten sposób odczuwa presję i może jeszcze bardziej wczuć się w swego bohatera.

Until Dawn” można rekomendować jako jeden z przykładów znakomitego wykorzystania mocy drzemiącej w PlayStation 4. Graficznie gra to prawdziwy majstersztyk, bajka i poezja dla oczu w jednym. Duża w tym zasługa filmowości produktu, który ogląda się jak hollywoodzką produkcję, ale w pełni interaktywną, w której czujemy, że naprawdę mamy wpływ na dalszy jej przebieg. Gra świateł i doskonale skomponowana oprawa muzyczna świetnie budują ciężki, mroczny i ponury klimat, co w konsekwencji oznacza, że cały czas gramy „z nożem na gardle”. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie motion capture, które stanowi bazę rozgrywki. Wszystko w grze, od mimiki po ruch postaci, powstało dzięki tej technologii i to widać na ekranie. Bohaterowie reagują na polecenia prawidłowo, przez co obserwujemy właściwy ruch postaci, a nie jakieś wygibasy typu ragdoll. 

Również dzięki tej technologii na ekranie możemy podziwiać prawdziwych aktorów, takich jak Peter Stormare („Arrow”, „Prison Break”), Hayden Panettiere („Heroes”, „Nashville”), Rami Malek („Mr. Robot”) czy Brett Dalton („Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.”).

Czas wylać gorzkie żale. „Until Dawn” udowadnia, że pełne lokalizowanie gier na nasz język nie ma sensu. Kilka zdań wypowiedzianych przez polskich aktorów i aktorki dało mi jasno do zrozumienia, że jeśli chcę poczuć klimat, to czas przełączyć na język angielski. Na szczęście nie ma z tym problemu nawet w samym środku akcji. W ustawieniach wystarczy wybrać oryginalny język gry, a także polskie napisy. Poza polskim dubbingiem gra nie ma wiele minusów. Można jeszcze napisać o momentami uciążliwym kierowaniu postaciami, które – nie wiedzieć dlaczego – nie potrafią biegać. Czasami też bohaterowie potrafią się „zawiesić”, najczęściej przy zmianie ułożenia kamery w trakcie ruchu postaci. Niemniej nie jest to aż takie straszne, jak mogłoby się wydawać.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że „Until Dawn” korzysta z możliwości kamerki PlayStation Eye. Kamera nagrywa nasze zachowania w przerażających momentach, a filmiki te później możemy opublikować w serwisach społecznościowych.

Until Dawn” to świetna produkcja, w którą najlepiej grać o zmroku – wtedy immersja jest największa. I chociaż tytuł studia Supermassive Games oferuje sporo przewidywalnych rozwiązać, to doskonale bawi – poprzez strach, oczywiście. Gra zapewnia wiele doznań emocjonalnych i posiada kilka zakończeń. Z jednej strony chce się sięgnąć po nią ponownie, ale z drugiej narażamy się na uczucie, jakie towarzyszy widzom podczas kolejnego oglądania tego samego horroru. Na tym ucierpi sam odbiór gry. W „Until Dawn” lepiej chyba bawić się raz, a porządnie. Naprawdę warto!


Marcin Rączka: 

„Until Dawn” to tytuł udowadniający, że na rynku jest miejsce dla gier, które potrafią straszyć. Produkcja Supermassive Games to tylko z pozoru prosta historia o głupich amerykańskich nastolatkach, których irracjonalne zachowanie staje się pretekstem do straszenia. Idealnie trafia w największe lęki potencjalnego gracza, takie jak duchy, grobowce pełne szkieletów, karaluchy, lęki wysokości, a nawet lalki z wydłubanymi oczami. Nawet jeśli niektóre z tych sekwencji są naciągane i łatwo przewidzieć, co wydarzy się za kilka chwil, to i tak tytuł wzbudza ogromne emocje, a gracz zaczyna troszczyć się o los bohaterów. Polecam pobawić się ustawieniami (muzyka, dialogi, efekty), bowiem efekty dźwiękowe „podbijające” wyskakujące na ekranie straszydła mogą czasem przyprawić o zawał (a dialogi celowo ustawione są cicho, byście pogłośnili telewizor).

Na koniec pamiętajcie o jednej rzeczy. „Until Dawn” nie jest grą dla samotników, a nic tak nie dodaje otuchy, jak druga połówka siedząca obok, która boi się bardziej.

Ocena: 9/10

PLUSY:
+ bardzo ładna oprawa graficzna,
+ nastrojowa muzyka,
+ mroczny i straszny klimat,
+ ciekawa historia,
+ świetna gra aktorska i wierne odwzorowanie modeli postaci,
+ stałe poczucie zagrożenia,
+ wybory, które rzeczywiście mają znaczenie,

MINUSY:
– fatalny polski dubbing,
– miejscowe problemy z poruszaniem postaciami.

Pokaż całą recenzję
 

 

Powiązane Artykuły

Mateusz Uberman
weekend
-

Jak znaleźć czas na granie w długie gry

Ostatnio rozpieszczani jesteśmy wielkimi tytułami. Najpierw Assassin’s Creed Odyssey, a teraz Red Dead Redemtion 2,…

Paweł Krzystyniak
-

PlayStation VR – przegląd najciekawszych gier

PlayStation VR to gogle wirtualnej rzeczywistości stworzone z myślą o konsoli PlayStation 4. Od premiery…

Michał Czubak
-

Kiedyś były planszówki, teraz jest PlayLink

Teraz jest PlayLink, ale gry towarzyskie mają bogatą historię liczącą tysiące lat przed naszą erą.…

Paweł Krzystyniak
-

PlayLink – w co tu się gra?

Posiadacie PlayStation 4 i szukacie rozrywki na imprezę w gronie przyjaciół? W takim razie powinniście…

Co o tym sądzisz?

To okno zamknie się automatycznie za 35 sek. [X]
To okno zamknie się automatycznie za 10 sek. [X]