„The Bastard Executioner”: sezon 1, odcinek 1 i 2 – recenzja

"The Bastard Executioner" to serial kostiumowy z gatunku historical fiction, którego twórcą i scenarzystą jest Kurt Sutter - ten sam filmowiec, który wymyślił i prowadził "Synów Anarchii".

Ocena recenzenta:
5/10

"The Bastard Executioner" to serial kostiumowy z gatunku historical fiction, którego twórcą i scenarzystą jest Kurt Sutter - ten sam filmowiec, który wymyślił i prowadził "Synów Anarchii".

Pilot serialu "The Bastard Executioner" pokazuje dość wyraźnie, że pozytywny szum związany z "Sons of Anarchy" stworzył pewną otoczkę wybitności wokół Kurta Suttera. Ten jednak w niedawnym filmie "Southpaw" i w pierwszych odcinkach "The Bastard Executioner" (jest także ich scenarzystą) pokazuje, że jest zaledwie poprawnym rzemieślnikiem, a jego teksty są oparte na wtórności, sztampie i rażą pod wieloma względami.

Fabuła "The Bastard Executioner" jest pokazem właśnie tej banalnej wtórności, bo cała premiera serialu przypomina schemat z filmu "Braveheart" z małymi zmianami i udziwnieniami. Przez to też szybko w tej historii pojawia się przewidywalność, a kolejne schematyczne zachowania bohaterów - także tych złych - sprawiają, że trudno reagować na to czymś więcej niż obojętnością. Dochodzi też problem samych postaci - nikt tutaj nie jest ciekawy, wyrazisty i przekonujący. Żaden bohater - nawet ten centralny - nie wzbudza na razie sympatii, a to jest problematyczne, bo po cóż oglądać serial dalej, skoro postacie są mi obojętne? Najgorzej jednak jest w związku z uzdrowicielką (Katey Sagal), której dialogi mogą jedynie wywołać salwy śmiechu - totalnie ograny schemat z kina gatunkowego. Zanim cokolwiek powie, większość widzów przewidzi każde słowo.

Wiemy, że Kurt Sutter ma dość swobodne podejście do przemocy, a niestety "The Bastard Executioner" pokazuje, że jej wysoki poziom nie przekłada się na jakość. Wykorzystanie brutalności w pilotowych odcinkach jest kiczowate, niesmaczne i często kompletnie nieuzasadnione fabularnie. Tak jakby twórcy stwierdzili, że trzeba szokować (brutalne zabijanie kobiet i dzieci), a przy tym niejednokrotnie przekraczają granicę. Przegięciem jest pokazywanie wbijania miecza w brzuch ciężarnej kobiety. Wygląda to obrzydliwie, tanio i jak z kina klasy Z . W wielu momentach nieuzasadniona przemoc prezentuje się bardzo słabo pod względem technicznym, obniżając jakość opowieści. Wybitni twórcy wiedzą, kiedy użyć brutalnych scen i jak je pokazać, by osiągnąć odpowiedni efekt. Tutaj ani one nie działają, ani nie wzbudzają pozytywnych emocji.

Czytaj również: Przeciętna widownia premiery „The Bastard Executioner”

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pilot "The Bastard Executioner" nie zapowiada dobrze historii na cały sezon. Trudno tak naprawdę powiedzieć, czy Sutter nadal będzie trzymać się schematu z "Walecznego serca", czy skieruje opowieść na inne tory. Problem w tym, że na razie serial sprawia wrażenie bezmyślnej sieczki opartej na wtórnej fabule - i to nie w pozytywnym sensie jak "Spartacus: Blood and Sand".

Pilot (1)

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV