Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
8/10

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów – recenzja przedpremierowa

Zacznę od uspokojenia fanów. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze. Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów to jeden z najpoważniejszych i najmroczniejszych filmów Marvela; jest pod tym względem udoskonaloną wersją Zimowego Żołnierza, a trudno o lepszą rekomendację. Udowadnia też, że dobrze opowiedziana historia konfliktu jest więcej warta niż mroczne filtry i nawalanka.

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów zaczyna się od interwencji w Nigerii, która każe się światu zapytać: quis custodiet ipsos custodes? ONZ postanawia objąć kontrolą samozwańczych strażników i regulować ich działania. Bohaterowie dzielą się na zwolenników kompromisu z władzami i tych, którzy postępowanie słusznie stawiają wyżej niż słuchanie rozkazów…

Ktoś, kto pisał, że ten film to nie jest Avengers 2.5… chciał Was trochę wywieść w pole. Ten film to zdecydowanie rozwinięcie Czasu Ultrona – nie tylko jako bezpośredni następca wydarzeń, ale też dlatego, że Avengers stawiają się tu praktycznie w komplecie. Bracia Russo dali szansę zabłysnąć każdemu z wielu bohaterów. Nie są oni tylko tłem konfliktu – mają może zbyt krótkie, ale naprawdę świetne epizody, przywodzące na myśl błyskotliwą sekwencje Quicksilvera z X-Men: Przeszłość, która nadejdzie.

Czytaj także: Prognozy box office Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów

Świetnie prezentują się nowi herosi – role Ant-Mana i Czarnej Pantery to prawdziwe perełki, ale to Spider-Man wypada zdecydowanie najlepiej. Jest go tu o wiele więcej, niż można było się spodziewać, i błyskawicznie kradnie show. Tom Holland jest wyśmienity zarówno jako Peter Parker, jak i Spider-Man. Po tym małym teaserze czekam niecierpliwie na Homecoming i nie mam wątpliwości, że ten film będzie najlepszą z dotychczasowych, a zarazem najbliższą komiksowemu pierwowzorowi, ekranizacją przygód Pajączka.

Jeśli chodzi o starą ekipę, to – z całym szacunkiem dla Chrisa Evansa i jego tytułowego kapitana, który wypada tu solidnie – aktorsko film należy do Roberta Downeya Jr. Jego Tony Stark bierze na siebie brzemię kompromisu z władzą i konfliktu z dawnymi towarzyszami, a jego rozdarcie naprawdę się czuje (przypomnijcie sobie „So was I…” ze zwiastunów i będziecie wiedzieli, co mam na myśli). Jego rola jest nie mniej ważna niż jego tytułowego adwersarza.

Dział marketingu Disneya nie powielił na szczęście błędów swoich kolegów z WB i nie powtórzyła się sytuacja z Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, gdzie właściwie cały film został zaspoilerowany. Choć, zgodnie z dziwną hollywoodzką modą, zwiastuny odsłaniają dużo, film pozostaje pełen niespodzianek.

Sceny akcji może nie są tak spektakularne jak w AoU i BvS, ale za to nie rażą CGI i budzą emocje – zamiennie rozbawiając zabawną pointą lub powodując kurczowe zaciśnięcie dłoni na oparciu fotela dramatyczną konkluzją. Russo z sukcesem powtórzyli swoją formułę z Zimowego żołnierza, gdzie akcja ma bardziej realistyczny wymiar. Potyczki np. Spider-Mana z Kapitanem Ameryką to spełnienie marzeń każdego komiksowego fana.

Naliczyłem dwie łyżki dziegciu w tej filmowej uczcie. Baron Zemo to nie jest marvelowski łotr, na jakiego czekamy. Niestety. Daniel Brühl jest co najwyżej poprawny. Jego Baron Zemo, jak wielu marvelowskich złoczyńców przed nim, jest tylko siłą napędową wydarzeń. Loki wciąż nie ma godnego następcy. Dodatkowo film to typowy blockbuster i czas ekranowy to w większości akcja kosztem m. in. tła politycznego dla ustawy o regulacji pracy Avengers. Konflikt pozostawia pewien niedosyt, choć na szczęście nie rozczarowuje jak w BvS.

Rozczarują się również ci, którzy oczekują powtórki Civil War z kart komiksu. Obraz braci Russo z komiksem ma wspólny właściwie tylko tytuł i głównych antagonistów. Zamiast kopiować komiks, reżyserzy postawili na rozwinięcie wydarzeń z Czasu Ultrona i Zimowego żołnierza. Momentami szkoda, że film nie jest dłuższy i nie skupia się bardziej na tle politycznym, jak miało to miejsce w komiksach, ale dwugodzinny seans rządzi się swoimi prawami.

Disney znów to zrobił. Znamy schemat, znamy postacie, ale Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów to nic innego jak czysta, geekowska przyjemność. Po seansie czuć tylko niedosyt, bo chciałoby się więcej, a zostaje tylko czekanie na to, co zapowiadają dwie sceny po napisach.

Źródło: zdjęcie główne: Marvel
Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów

Powiązane Artykuły

Oskar "Komiksomaniak" Rogowski
spoilery
-

Komiksologia: Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów – odniesienia do komiksów

Przyglądamy się odniesieniom do komiksów w filmie Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów.

Najlepsze z 24h

Michał Kujawiński
spoilery
-

MCU – powrót postaci i zaskakujące…

Przy okazji tegorocznej odsłony MCU, filmu Avengers: Endgame, powstają nowe produkty okolicznościowe promujące film. Tym…

Piotr Piskozub
-

Niezrealizowane filmy o herosach – jedne…

Wiedzieliście, że Bob Hoskins mógł wcielić się w Wolverine'a? Poznajcie najciekawsze projekty superbohaterskie, które nie…

Piotr Piskozub
-

Kapitan Marvel – to nie Szatan…

W sieci pojawiły się nowe materiały z kolejnej odsłony MCU, filmu Kapitan Marvel - na…

Adam Siennica
-

Złote Maliny 2019: Nominacje. Oto najgorsze…

Złote Maliny 2019 to nagroda dla najgorszych filmów 2018 roku. Ogłoszono nominacje.

Piotr Piskozub
-

Arrow – nowa wersja Suicide Squad…

Wiele wskazuje na to, że już niebawem w Arrow zobaczymy kolejną wersję Suicide Squad -…

Dawid Muszyński
-

Glass – recenzja filmu

Przy okazji premiery Split M. Night Shyamalan zaskoczył nas informacją, że buduje swoje uniwersum superbohaterów.…

Ocena recenzenta:
5

Co o tym sądzisz?